Nie bez powodu nazywamy media czwartą władzą – mają ogromny wpływ na to jak postrzegamy rzeczywistość, kształtują nasze postawy i poglądy. Dlatego tak ważne jest rzetelne dziennikarstwo i brak przyzwolenia na legitymizowanie homofobii, bifobii czy transfobii w mediach. Ten problem właśnie porusza nasz 12 postulat, a tak wypowiada się o nim dziennikarka Wiktoria Beczek:

Dziennikarze nie muszą legitymizować homo-, bi- czy transfobicznych poglądów. Jeśli to robią, to tylko dlatego, że kierują się klikalnością lub własnymi uprzedzeniami.

Oczywiście politycy nierzadko dostarczają tego rodzaju „wkładu” do artykułów. Ilekroć osoba ze świecznika wypowiada się w sposób dyskryminujący, my, dziennikarze, mamy obowiązek o tym informować. Inaczej politycy mogliby dowolnie kreować swój wizerunek, nie ujawniając poglądów. Jednocześnie mamy ten przywilej i – moim zdaniem – obowiązek, by kontrować dyskryminującą wypowiedź, poprosić o komentarz działaczy organizacji LGBT (lub innych, zależnie od tła dyskryminacji) czy zwyczajnie przytoczyć fakty.

Czy jednak powinniśmy nagłaśniać wypowiedzi takich osób, jak choćby ksiądz Oko? Tu mam poważną wątpliwość i sama najchętniej stosowałabym zasadę „no platform”, czyli nie udostępniania łamów osobom siejącym nienawiść. Należy zadać sobie pytanie – czy słowa ks. Oko wnoszą coś poza wspomnianą klikalnością? Czy puszczenie ich w obieg leży w interesie społecznym? Jeśli nie – nie warto przysparzać bólu tym grupom, w które atak jest skierowany.

W debacie na temat osób LGBT+ nadal bardzo często stosuje się fałszywy symetryzm. Choć media (liberalne, bo do prawicowych nie mam złudzeń) nie zapraszają do rozmowy Żyda i antysemity, czy osoby czarnoskórej i rasisty, chętnie sadzają na przeciwko siebie osobę nieheteroseksualną i homofoba. A przecież nie są to równorzędne „opinie”! Nie może być mowy o dyskusji, gdy jedna ze stron musi bronić się przed nienawiścią adwersarza.

Na Zachodzie ta debata ma zupełnie inny wydźwięk. O osobach LGBT+ po prostu się mówi i zaprasza je do rozmów, a duże portale mają osobne działy dotyczące spraw osób nieheteroseksualnych. W Polsce natomiast nadal pojawiamy się głównie w kontekście negatywnych wypowiedzi lub w sytuacjach zupełnie absurdalnych, jak w Telewizji Polskiej, gdzie w poważnym programie publicystycznym przekonywano, że homoseksualizm można „leczyć”.

To niegodne i zwyczajnie złe.

Jako przedstawicielka mediów, na co dzień obserwuję, jak nasz język i to, co piszemy wpływa na ogólnopolską debatę. Mam więc przekonanie o ogromnej odpowiedzialności, jaka na nas spoczywa – nie tylko, aby informować rzetelnie, ale również używać przy tym równościowego, niewykluczającego języka. Uważam, że tak długo, jak polskie media będą stosować wobec osób LGBT+ język nienawiści, będziemy spychani na margines. Dlatego apeluję do koleżanek i kolegów dziennikarzy, by uświadomili sobie swoją rolę w procesie przemian społecznych. Macie realny wpływ na ludzkie życie, wykorzystajcie to dobrze!